Божі парадокси на Донбасі – свідоцтво сестри канонічки про служіння в ХСП

Сестра Марія Найович (Maria Najowicz, Згромадження Сестер Канонічок Святого Духа) написала про свої враження від пережитого під час служіння, яке вона здійснювала на Донбасі в рамках Християнської Служби Порятунку:

«З одного боку, йде війна, ви чуєте звуки пострілів, люди існують поруч з реальною смертю, а з іншого боку, серед зла відбуваються великі та прекрасні речі. З точки зору віри, важко не бачити в цих парадоксах Бога, який виливає Свою благодать рясніше там, де, здається, перемагає зло».

Далі – мова оригіналу.

Boże paradoksy na Donbasie – świadectwo

W okresie świąt Bożego Narodzenia było mi dane posługiwać w charakterze wolontariusza w strefie przyfrontowej w Pionierskim  k. Mariupola. Był to mój drugi wyjazd na wschód Ukrainy, gdzie piąty rok toczy się zapomniana przez świat wojna. Pochłonęła ona już setki (!) ludzkich istnień (i dalej pochłania) – w większości młodych chłopców – synów, ojców, wnuków, braci.  Od początku wojny wielu ludzi opuściło Donbas. W strefach przyfrontowych pozostali ci najbiedniejsi, najsłabsi, najbardziej niezaradni… W Pionierskim, położonym tuż nad Morzem Azowskim, w szarej strefie  ludzie żyją w odległości 6 km od linii frontu. W różnych porach dnia dochodzą tu odgłosy strzałów. Do niedawna zaminowane było morze i pola.  W Awdijiwce front jest jeszcze bliżej – nie rzadko pociski przelatują nad głowami mieszkańców, trafiają w budynki mieszkalne. Klimat wojny sprzyja także szerzeniu się różnego rodzaju przestępczości … Wszystko to sprawia, że ludzie żyją w strachu i niepewności jutra, pozbawieni czasem podstawowych środków do życia… W jakiejś mierze przyzwyczaili się żyć w tych warunkach. Jednak zarówno ci, którzy wracają z frontu jak i ci, którzy żyją w strefie przyfrontowej, wszyscy w jakimś stopniu dotknięci są tzw. „posttraumatycznym syndromem” (zespół stresu pourazowego), który wymaga psychiatrycznej i psychologicznej terapii…

Podczas moich dwóch pobytów na Donbasie oprócz wyżej opisanej rzeczywistości, byłam też świadkiem przedziwnych „Bożych paradoksów”: Z jednej strony toczy się wojna, słychać odgłosy strzałów, ludzie egzystują obok realnej śmierci, z drugiej zaś pośród dziejącego się zła, dokonują się  wielkie i piękne rzeczy. Z perspektywy wiary trudno nie zobaczyć w tym paradoksie Boga, który tym obficiej rozlewa swoją łaskę, tam gdzie z pozoru tryumfuje zło.

Pierwszy znak tego przedziwnego Bożego działania to coś, co można nazwać „praktycznym ekumenizmem”:  wojna uruchomiła chrześcijan różnych wyznań do solidarnej współpracy w niesieniu humanitarnej i duchowej pomocy jej ofiarom. Konkretny wyraz tej współpracy to powstanie międzykonfesyjnej organizacji  „Chrześcijańska Służba Ratunku” (Христийанська Служба Порятунку). Organizacja ta powstała wkrótce po wybuchu wojny i  ma 5 swoich „ognisk” wzdłuż linii frontu (m.in. w Pionierskim). Jest to  jedyna z niewielu komórek na Ukrainie , organizująca i niosąca konkretną i skuteczną pomoc materialną, duchową i psychologiczną wojskowym i  cywilnym ofiarom  wojny na Donbasie. W obliczu wojny i śmierci na drugim miejscu stanęły różnice doktrynalne i eklezjalne. Uczniów Jezusa zjednoczyło to, o co zapyta ich Jezus na sądzie ostatecznym: miłość wg 25 rozdziału Mateuszowej ewangelii. Jest to przepiękny, praktyczny ekumenizm, niemający w sobie nic z prozelityzmu, niosący bezinteresowną pomoc i prowadzący do Jezusa tych, którzy Go najbardziej potrzebują – bez walki o wyznawców, bez wzajemnych uprzedzeń i przeciągania wyznawców na swoją stronę. Świadomość, że za chwilę wszyscy realnie możemy stanąć przed Panem, wszystkie inne sprawy ustawia tu na swoim i właściwym miejscu. –

Drugi znak Bożego działania, będący po części owocem pierwszego, to zapoczątkowanie dynamicznej ewangelizacji tej ziemi, która do czasu wojny była wielkim ugorem, gdy idzie o wiarę. Chodzi tu przede wszystkim o wioski, odległe kilkadziesiąt kilometrów od Mariupola w stronę granicy rosyjskiej, leżące obecne w „szarej strefie” … Od niepamiętnych czasów nie było tam żadnego aktywnego życia religijnego: starsi, którzy zostali ochrzczeni, nie wiedzą, w jakim wyznaniu otrzymali chrzest; młodsi do niedawna pytali: „Jezus? Co to jest?” Gdzieś na skraju wsi są zapomniane ruiny cerkwy prawosławnej. Nikt nie pamięta, aby tu była jakaś katolicka świątynia i aby odbywały się jakieś nabożeństwa. W Pionierskim od początku istnienia „ogniska” CHSR o nazwie „Arka” (Ковчег)  na stałe posługuje katolickie małżeństwo Oksany i Wołodymyra. Po wybuchu wojny fakt, że nie mogą mieć dzieci, odczytali jako Boże wezwanie, aby poświęcić się służbie ofiarom wojny, zwłaszcza dzieciom. Są członkami ruchu „Odnowy w Duchu Świętym”. Wraz ze swoim tu przybyciem, oprócz pomocy materialnej, rozpoczęli aktywną ewangelizację, poprzez odwiedzanie rodzin, mówienie o Bogu, modlitwę i rozważanie w rodzinach Bożego słowa. Początkowo spotykali się z nieufnym, a nawet wrogim nastawieniem mieszkańców wsi. Z biegiem czasu przekonali ich do siebie i do Boga autentycznością swojego świadectwa. Widząc ogrom potrzeb ewangelizacyjnych, zwrócili się o pomoc do diecezji i zakonów o zaangażowanie w dzieło ewangelizacji wolontariuszy spośród kapłanów i sióstr zakonnych. Owoc ich pracy i współpracy na dzień dzisiejszy to m.in. stworzenie obozu terapeutycznego dla dzieci, stworzenie kaplicy katolickiej, w której od jesieni co niedzielę odbywa się Msza św. na którą przybywa ok. 40 osób, w tym 1/3 to dzieci i młodzież.  Przygotowano do chrztu kilkoro dzieci i 2 żołnierzy, a także dorosłych do sakramentu pokuty i Eucharystii. Kilka osób zaopatrzono w sakramenty przed śmiercią. Obecnie odbywa się systematyczne przygotowywanie ochrzczonych dzieci do pierwszej spowiedzi i Komunii św. Podczas pierwszego pobytu oprócz spotkań ewangelizacyjnych z dorosłymi i zajęć  z dziećmi w obozie, miałam też łaskę przygotować do chrztu 5 dzieci i 3 dorosłych do pierwszej spowiedzi i Komunii św. Byłam świadkiem wzruszających świadectw: „Wojna jest straszna, ale gdyby nie ona, do dziś żylibyśmy bez Boga i bez Kościoła.”

W zimie mój pobyt na Donbasie: przypadał na prawosławne Boże Narodzenie. Wielkim komfortem psychicznym było to, że był to czas zawieszenia broni i nie było słychać strzałów. W okresie świątecznym udało się w trybie eksternistycznym zrobić Jasełka z dziećmi a także przeprowadzić katechezy dla dzieci i młodzieży o  Bożym Narodzeniu. Chodziliśmy z kolędowaniem po domach. Było to wielkie przeżycie dla ludzi, bowiem do tej pory nie znano tu religijnego charakteru świąt. Jak sami mówią – święta Bożego Narodzenia sprowadzały się do sporządzenia i spożywania tradycyjnej „kutii” i picia dużej ilości alkoholu. Byliśmy z kolędą u żołnierzy. Razem z nimi modliliśmy się za ich najbliższych. Do głębi przenikał widok ich twarzy – jakby skamieniałych, nieobecnych, kryjących jakieś bolesne tajemnice serca.  Wielkim przeżyciem był dla mnie pierwszy katolicki ślub, zawarty tu przez małżonków, żyjących ze sobą 43 lata. To dzięki wojnie poznali Boga i zapragnęli zawrzeć sakramentalne małżeństwo. Cała ceremonia odbyła się w domu rodzinnym, bowiem „pan młody” od kilku lat leży sparaliżowany i pieczołowicie opiekuje się nim  żona.

Trzeci Boży paradoks na Donbasie, to dziwna  historia miasta Mariupol, które do tej pory stosunkowo mało ucierpiało w czasie tej wojny. Najgroźniejsze obstrzały miały tu miejsce na początku wojny. Wówczas zginęło kilku ludzi, także cywilów i odniosło szkody kilka budynków. W tym samym czasie, kiedy Rosjanie przygotowywali się do poważnego szturmu na miasto, ludzie wszystkich wyznań wyszli na ulice i w procesji z krzyżem szli do centrum miasta, z modlitwą błagalną o zaprzestanie walk. Tuż po procesji, przez tereny, gdzie stacjonowały wojska rosyjskie, przeszedł huragan, jakiego ludzie do tej pory nie pamiętali. Wiatr poprzewracał drzewa, a w tym rejonie, gdzie mieściła się główna kwatera wojsk rosyjskich, zniszczył też trakcję elektryczną. Oddziały utraciły łączność między sobą i nie doszło do uderzenia. Ludzie odczytali to jako znak. Wkrótce po tym wydarzeniu od wiernych świeckich wyszła inicjatywa, żeby kontynuować tę modlitwę i żeby ustawić w tym celu namiot. Stanął on w centrum na placu, a obok niego na cokole po pomniku Lenina umieszczony został krzyż, który był niesiony w procesji. W ludziach zrodziło się  przekonanie, że to jedyny sposób, aby ocalić Mariupol. Ten namiot modlitwy w centrum stoi do dziś.  Modlą się tam katolicy, prawosławni i protestanci. Mają oni określone godziny, tak, aby nieprzerwanie błaganie o pokój było zanoszone do Boga. W ten sposób miasto stało się pewnym frontem duchowym. Według Mariupolczan jest to najważniejszy punkt w tej wojnie, dlatego że tam dokonuje się wielkie zwycięstwo dobra nad złem przez nieustanną ekumeniczną modlitwę do Boga za Ukrainę, Europę i cały świat.

Oczywiście nie jest to obraz całego Donbasu i nie wszyscy hurtem w obliczu wojny nawracają się do Boga. Są też i tacy, którzy mówią: „nie chcemy Boga, zwyciężymy sami!” I pewnie ta postawa też ma wpływ na to, co  się tu dzieje. Nie mniej, te fakty mogą umocnić przekonanie, że Pan Bóg nie dopuszcza takiego zła, z jakiego nie byłoby jakiegoś dobra… I nawet z czegoś tak strasznego, jak wojna, wszechmocny  Bóg wyprowadza błogosławieństwo.

Dziękuję Bogu za to, że miałam możliwość być świadkiem tych trudnych i zarazem  wielkich Bożych dzieł, których Bóg dokonuje w ekstremalnie niesprzyjających warunkach. Czas spędzony tam pokazał mi, że dla Niego nie ma przeszkody, aby „pracować” dla zbawienia człowieka. Uświadomił mi też, jak wielkim i niedocenianym darem jest pokój. Pobyt na Donbasie pomaga też w przewartościowaniu priorytetów, uczy cieszyć się codziennością, dziękować za rzeczy, które zdają się być normalne, jak np. to, że „nie strzelają” tu gdzie Opatrzność dozwala nam żyć. Uświadamia też, że życie jest kruche i krótkie. Trzeba spieszyć się i kochać tam gdzie się jest.

Pragnę też w imieniu swoim i ludzi, których spotkałam na Donbasie,  podziękować za wieloraką pomoc, jaka płynie tam z Polski, za modlitwę, a także za konkretną pomoc materialną:  Szczególnie dziękuję parafii Czaniec, Księdzu Proboszczowi Wiesławowi Ostrowskiemu, naszym Siostrom, dzieciom z Kółka Misyjnego, Akcji Katolickiej, ks. Tomaszowi i Grupie Ewangelizacyjnej oraz wszystkim Parafianom za zorganizowanie na Boże Narodzenie transportu środków opatrunkowych, higienicznych oraz słodyczy i artykułów papierniczych dla dzieci na wojnie.  Wszystko zostało dostarczone do Dziecięcego Centrum „Arka” w Pionierskim.  Działalność tego ogniska „Chrześcijańskiej Służby Ratunku” można śledzić na FBhttps://www.facebook.com/Володимир Завадський/

s. Maria Najowicz

Profil Pododdziału „Chrześcijańskiej Służby Ratunku” w Warszawie:  https://www.facebook.com/csrpl/
Oficjalna strona ХСП: 
https://crs-center.org/

Джерело: сайт Згромадження Сестер Канонічок Святого Духа

 

Be the first to comment on "Божі парадокси на Донбасі – свідоцтво сестри канонічки про служіння в ХСП"

Напишіть відгук